• Gości online: 21 • Dzisiaj: 33 • Odwiedzin: 605193
|
|
|
Powiadom znajomych
Strona startowa
Dodaj do ulubionych |
|
|
|
 |
foto galeria:

fotorelacje:

|
|
|
 |
 |
|
|
| |
 | | Zabliźniona rana |
| | | 2010-02-01 g.14:22 | 6 840 bajtów | czytano 685 razy |
Nie tak dawno obserwowałem proces gojenia się rany, której nabawiłem się podczas wykonywania prac przydomowych. Doznając tego przykrego urazu musiałem najpierw skupić się na zatamowaniu krwawienia, jako że rana była dość głęboka i niektóre naczynia krwionośne zostały poprzerywane. Podniosłem więc rękę do góry i pośpiesznie udałem się do domu, chcąc przemyć i oczyścić skaleczone miejsce, a potem zabezpieczyć je za pomocą plastra. Kiedy to zrobiłem stwierdziłem, że na tym właściwie moja rola się zakończyła. Po krótkim odpoczynku spokojnie wróciłem do swoich zajęć miałem bowiem przekonanie, że w sprawie mojego zranienia nic więcej nie jestem w stanie zrobić. Resztę pozostawiłem działaniu czasu i... cudownym zdolnościom organizmu do odbudowywania zniszczonych tkanek. Praca nie szła mi już oczywiście tak łatwo, jak dotychczas. Musiałem uważać na uszkodzony palec, by niechcący nie spowodować ponownego otwarcia się rany. Podczas pierwszych kilku godzin pomagał mi w tym ból płynący z chorego palca, który ostrzegał mnie skutecznie przed choćby delikatnym dotykaniem rany.
Z biegiem czasu, obserwując mój palec zacząłem dostrzegać fascynujące działanie, odbywające się niejako bez mojego udziału, a zmierzające do jego uleczenia. Po kilku dniach nie musiałem już nosić opatrunku zaś po kilkunastu następnych pozostała w tym miejscu niewielka blizna, która w końcu również zniknęła. Palec był wyleczony. Wyglądał, jakby nigdy nic złego mu się nie przytrafiło; w pełni sprawny i gotowy do wykonywania wszystkich przewidzianych dla niego czynności. Jedyne, co było potrzebne to zostawienie rany w spokoju i zaufanie cudownej sile samo odbudowywania się tkanek, która to siła działając od najgłębszego miejsca ingerencji ostrego narzędzia aż po ślad linii papilarnych wypełniła i scaliła porozrywane i brakujące komórki. Oczywiście, jak zaznaczyłem wcześniej, nie odbyło się to z dnia na dzień. Proces ten odbywał się w czasie.
Nie wszystkie rany goją się w ten sposób. Niektóre wymagają wspomagania pewnymi określonymi lekarstwami. Są i takie, w następstwie których pojawiają się poważne urazy, co wiąże się z długą i żmudną rehabilitacją. Szczególnym rodzajem ran są rany pooperacyjne. To takie, które lekarz sam, niejako z premedytacją zadaje pacjentowi, gdyż w inny sposób byłoby niemożliwym usunięcie źródła choroby umiejscowionej wewnątrz organizmu.
Najbardziej nieprzyjemnymi ranami są jednak te, które dotykają tak zwanej sfery duchowej człowieka. Zranione uczucia, urazy psychiczne, czy złamane serca można nieraz leczyć bardzo długo i niestety z reguły z mizernym skutkiem. W takich przypadkach mówi się często, że czas leczy rany. Zastanawiam się ile prawdy jest w tym powiedzeniu. Z całą pewnością sam tylko czas nie jest wystarczającym czynnikiem powodującym wyleczenie. Podobnie, jak w przypadku zranienia naszego ciała potrzebne jest obmycie rany, założenie opatrunku, a następnie spokojne poddanie się cudownej sile przeprowadzającej proces uzdrowienia. Żadna rana, ani cielesna ani duchowa nie lubi być rozdrapywana. Zaczyna się wtedy jątrzyć i bardziej boleć, powodując w najlepszym razie znaczne spowolnienie procesu leczenia, w skrajnych zaś przypadkach prowadzić może nawet do śmierci, poprzez wywołanie ogólnego zakażenia organizmu.
O ile w kwestii dbałości o stan naszego ciała postępujemy na ogół racjonalnie, o tyle w przypadku sfery duchowej niestety nie do końca. Wiem to z własnego doświadczenia. Niejednokrotnie tak „pielęgnowałem” swoje wewnętrzne zranienie, że uzdrowieńcza siła zupełnie nie była w stanie zadziałać. A co jest ową cudowną siłą? W Psalmie 147:3 jest napisane: „Pan uzdrawia tych, których serce jest złamane, I zawiązuje ich rany”. A w innym miejscu Pisma Świętego możemy przeczytać podobne, krzepiące słowa: „...spowoduję, że zabliźnią się twoje rany i uleczę cię z twoich ciosów - mówi Pan - chociaż nazwali cię Odrzuconą, o którą nikt się nie troszczy”. Jer. 30:17.
Analizując wydarzenia minionych dni i miesięcy odnajduję w pamięci wiele nieprzyjemnych dla mnie sytuacji. Takich, które stały się powodem mojego zranienia. Ktoś fałszywie mnie oskarżył, ktoś inny zapewniając o swoim do mnie szacunku, jednocześnie potrafi ł kpić z mojej osoby za moimi plecami. Straciłem przyjaciela, który opacznie zrozumiał moje dobre intencje i uniósł się honorem nie dając sobie niczego wytłumaczyć.
Można by powiedzieć: - Jakie to ludzkie, jakie normalne. Żyjemy przecież w takiej rzeczywistości. Nikt nie jest doskonały. Muszę przyznać, że takie tłumaczenie mnie nie uspokaja. Czuję po prostu, że jestem poraniony i krwawię. Często jednak wbrew logice rozdrapując swoje rany balansuję niebezpiecznie na granicy życia i śmierci duchowej.
Tymczasem lekarstwo jest w zasięgu ręki. Cudowną siłą odbudowującą zniszczoną tkankę naszej istoty jest Pan Jezus Chrystus, który dla nas, dla naszego spełnionego życia przeszedł przez dolinę śmierci. Prorok Izajasz opisuje to bardzo wyraziście: „Wzgardzony był i opuszczony przez ludzi, mąż boleści, doświadczony w cierpieniu jak ten, przed którym zakrywa się twarz, wzgardzony tak, że nie zważaliśmy na niego. Lecz on nasze choroby nosił, nasze cierpienia wziął na siebie. A my mniemaliśmy, że jest zraniony, przez Boga zbity i umęczony. Lecz on zraniony jest za występki nasze, starty za winy nasze. Ukarany został dla naszego zbawienia, a jego ranami jesteśmy uleczeni”. Izaj. 53:3-5.
Cóż, jakkolwiek zabrzmi to paradoksalnie, zdradzić może tylko przyjaciel. Wróg tego nigdy nie zrobi, ponieważ z natury rzeczy nikt nie oczekuje od niego wierności i lojalności, której mógłby nie dotrzymać. Ten, który mienił się być przyjacielem Jezusa i deklarował, że nigdy Go nie zawiedzie, w chwili próby zaparł się Go trzykrotnie. Nie tak jednak ma się sprawa z Jezusem. On, który doznał wzgardy i odrzucenia, zranienia fizycznego i duchowego jest niedoścignionym wzorem przyjaźni i miłości, która ma moc uzdrawiania.
Autor jednej z pieśni mówi o tym w prosty sposób: „Wśród zazdrości, grzechu zła, kogo boli rana ma? Któż w potrzebie pomoc da? Tylko Ty, Jezu mój, tylko Ty”.
Istnieje powiedzenie: Lekarz leczy, ale Bóg uzdrawia. Wyraża ono ważną prawdę o cudownym działaniu wszechmogącego Boga. Człowiek może przykładać plastry, lub stosować najróżniejsze maści i dobrze, że to robi, ale tylko Bóg ma moc zabliźnić zranione miejsce i to bez względu na to, czy chodzi o drobne zadrapanie, czy o głęboką ranę. Warto o tym pamiętać po to, by niezwłocznie po każdym przykrym incydencie swoje kroki kierować do Niego. Bo to On, jak nikt inny pragnie naszego dobrego samopoczucia. Przyjaciel może tylko życzyć mi zdrowia, Bóg natomiast po prostu je daje.
Bogusław Haręża |
<< powrót |
|
|
|
 |